PO TRZYDZIESTE TRZECIE – skuterem po wyspie!

Wstajemy rano, wypożyczamy skuter i w drogę! Koh Chang ma ok. 30 km. długości i ok. 18 km. szerokości, więc na objechanie wyspy poświęcamy jeden dzień.

image

image

Na południu, we wiosce rybackiej Bang Bao już byliśmy, zatem z Klong Prao, gdzie jesteśmy zakwaterowani, jedziemy na północ. Pierwszy przystanek to słynna White Sand Beach. Dlaczego słynna? Bo jest opisana chyba we wszystkich przewodnikach, rozbudowana turystycznie jest najbardziej, ale i chyba jest najdroższa. Mimo to słynie z piaszczystej pięknej plaży. I rzeczywiście tak jest. Zostajemy tu więc dłuższą chwilę.

image

image

Jedziemy dalej ulicznymi serpentynami. Raz podjazd na wzgórze, później zjazd w dolinę. Na północnym zachodzie wyspy, niedaleko miejsca skąd odpływają promy, zauważamy chińską świątynię. Nasz kolejny przystanek.

image

image

image

image

Jedąc dalej na wschodnią, zdecydowanie mniej rozbudowaną część wyspy, mijamy drogowskaz na Klong Nonsi waterfall. Zawracamy i maszerujemy 20 minut. Sam wodospad nas nie urzeka, natomiast dojście do niego bardzo!

image

image

image

Następnym naszym celem na wschodzie jest kolejny wodospad. Tym razem Than Mayom, pod którym woda wyżłobiła w skale naturalny basen do kąpieli.

image

image

image

Takie dni lubimy. Nic nie musimy i robimy co nam się podoba. Jadąc na południe skręcamy w boczne drogi, by zobaczyć tę prawdziwą, nieturystyczną Tajlandię.
Właściwie  nie zostało nam za wiele miejsc do oglądania na wyspie. Jedziemy przed siebie, ale ciii… Zatrzymujemy się jeszcze przy kolejnej kolorowej świątyni Wat Salakhpet.

image

image

image

image

image

Przemieszczamy się o kilka kilometrów niżej i koniec. Koniec drogi!! Dzieli nas jakieś 3-5 kilometrów od Bang Bao, ale nie – musimy zawrócić. Nie ma przejazdu, więc wracamy. Jeszcze tylko pad thai na kolację i dzień dobiega końca…
Informacje praktyczne:
– wypożyczenie skuteru na dobę-250 bath;
– wejście na Klong Nonsi waterfall bezpłatny; parking za skuter 20 bathów;
– bilet do Morskiego Parku Narodowego Mu Ko Chang, w którym mieści się wodospad Than Mayom to koszt 200 bath/os.;
– na objechanie całej wyspy warto poświęcić jeden dzień. Na drogę powrotną, podczas której będziemy jedynie jechać, nie zatrzymując się nigdzie, trzeba liczyć 2h.

image

image

Reklamy

PO DWUDZIESTE SZÓSTE – deszczowe Hue

Do Hue w 100 % się nie przekonaliśmy. Nie to, że nieładne, że brzydkie.. Pierwsze wrażenie, to ilość skuterów. To pierwsze wielkie miasto na naszej drodze (ok. 300 tys. mieszkańców). I pierwsze miasto, w którym na skrzyżowaniu ludzie podporządkowywali się sygnalizacji świetlnej. Znów dziwnie było nam się przestawić, bo już zdążyliśmy nauczyć się zasad, że jechać można i na czerwonym, żółtym (albo pomarańczowym 🙂 ) i zielonym. A tu proszę – czerwone i wszyscy stoją. Żałuję teraz, że praktycznie nie robiliśmy zdjęć ruchu ulicznego..

image

Hue to Miasto Cesarskie z cytadelą i Pałacem Cesarskim, to liczne pagody i grobowce otaczające miasto. Wszystko pięknie, tylko ta pogoda.. Dzień poświęcony na zwiedzanie Miasta Cesarskiego do jeden wielki deszcz. Co ja mówię – ulewa! Tak więc nie chciało nam się nic. Chowaliśmy się pod dachami Pałacu Cesarskiego, a nasi Przyjaciele bawili się w deszczu w najlepsze 🙂

1.10image

1.7image

1.4image

1.6image

1.3image

1.5image

1.8image

To w Hue leniwie krzątaliśmy się między uliczkami znajdując co i rusz nową knajpkę, to tu udaliśmy się na manicure, a nasza męska część do fryzjera (uwaga na baczki!) i tu, w okolicach Hue, odnaleźliśmy jedną z najpiękniejszych świątyń..

DSC00880

image

image

image

image

PO JEDENASTE – Trójkąt kulturalny cz. IV

Kandy, to ostatni punkt w Trójkącie Kulturalnym. To historyczne miasto, z jeziorem w centrum, także wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO, na tyle nas zafascynowało, że zostaliśmy tu aż cztery dni. Właściwie nie wiemy dlaczego tak zachwyciliśmy się tym miejscem, ale potraktowaliśmy je nie tylko jako miejsce zwiedzania, punkt wypadowy do innych atrakcji, ale też jako właściwe miejsce do obserwowania życia ulicznego, mieszkańców i ich zwyczajów.
Kandy, to czwarte co do wielkości miasto na Sri Lance. W przeszłości było wielokrotnie atakowane przez Holendrów, Portugalczyków i Anglików, jednak nigdy nikomu nie udało się go zdobyć. Obecnie, przyciąga tłumy turystów chcących odwiezić Świątynię Relikwii Zęba Buddy ( właściwie Sri Dalada Maligawa), czyli jedną z największych atrakcji na wyspie. Z naszej strony, nie rozumiemy fenomenu tej świątyni. Oczywiście dla wyznawców buddyzmu ma ona ogromne znaczenie, ale dla nas, wyznawców innej religii, nie była ona niczym szczególnym. Być może dlatego, że nie czuliśmy jej klimatu…
To co na nas zrobiło wrażenie, to tysiące kwiatów przynoszonych w ofierze. Chyba najbardziej utwiły nam one w pamięci. Warto jednak zobaczyć resztę kompleksu – drewniane zadaszenie wsparte na bogato rzeźbionych kolumnach, Muzeum Słonia Raja, czyli wypchanego słonia stojącego za szkłem, który do 1988 roku uczestniczył w obchodach świąt oraz dawny pałac królewski.
Tuż za miastem, 7 km od centrum, utworzony został ogród botaniczny Paradenija. Ma wytyczone alejki dla turystów, ale korzystanie z trawników także jest dozwolone. Mnóstwo jest tu drzew i innych roślin, przy których są tabliczki mówiące co to za roślina, jak i jakie jest jej pochodzenie. Warto poświęcić na ten ogród jakieś 3-4 godziny, aby w spokoju podziwiać naturę. Przed wejściem dobrze też wziąć mapę ogrodu – na pewno się przyda.Informacje praktyczne:
– bilet wstępu do Świątyni Relikwii Zęba Buddy, to koszt 1000 Rs/os. ( należy mieć zakryte kolana i ramiona, a buty pozostawić tuż przy budce z biletami);
– przejazd z centrum (tuż przy jeziorze) do ogrodu botanicznego Paradenija to koszt 300Rs w jedną stronę (warto pytać kilku tuk-tuków, bo za przejazd chcieli nawet 700Rs);
– bilet wstępu do ogrodu-1100 Rs za osobę;
– dobre i tanie jedzenie serwują w restauracjach Devon i White House przy głównej ulicy, ale warte polecenia są też piekarnie usytuowane po obu stronach drogi. Mają w nich najlepsze bułki z różnymi nadzieniami (np. ryba, kurczak, jajka, chili);
– spaliśmy w Kandy Paris Hotel, jak do tej pory najlepszy hotel, jaki mieliśmy do tej pory. Znajduje się po drugiej stronie jeziora (jakieś 15-20 min. spacerkiem do centrum). Za pokój z klimatyzacją, ciepłą wodą i wi-fi płaciliśmy 3700Rs.

20130619-162714.jpg

20130619-162707.jpg

20130619-162655.jpg

20130619-162736.jpg

20130619-162724.jpg

20130619-162756.jpg

20130619-163316.jpg

20130619-163602.jpg

20130619-163623.jpg

20130619-163506.jpg

PO DZIESIĄTE – Trójkąt kulturalny cz. III

Dambula – kolejne miejsce na mapie naszej podróży. To zespół buddyjskich świątyń z wieloma wizerunkami i posągami buddy oraz licznymi malowidłami ściennymi. Wybudowana została w I w. p.n.e. i przez kolejnych władców była wciąż rozbudowywana. Obecnie, wpisana na listę UNESCO Rangiri, czyli tzw. Złota Świątynia, składa się z 5 części (jaskiń), w których jest w sumie ponad 150 statuetek buddy. Na kompleks składa się jeszcze Muzeum Buddyjske (mało ciekawe z kolejnymi figurami buddy) wraz z ogromną statuą buddy (tak dla odmiany;)
Udając się do świątyni po prawej stronie czekają na nas budki z biletami. Przed nami ukazują się też ogromne schody prowadzące do muzeum, po prawej stronie figurki mnichów podążających do buddy, a po lewej znajduje się właściwe wejście do świątyni. Tutaj przed nami kolejne wejście po schodach. Mijamy kobiety chcące sprzedać kwiaty, mężczyzn wciskających nam liczne pamiątki oraz małpy wylegujące się na kamieniach. W końcu ukazują nam się strażnicy, którzy sprawdzają bilety oraz Złota Świątynia. Chodzimy, zwiedzamy, jednak nie robi to na nas wielkiego wrażenia. Czujemy, że znów to samo – figurki buddy. Dla nas wszystkie takie same, choć podobno są różne.
Dambula, to miasto pomiędzy Habarana a Kandy. Poza wspomnianą świątynią nie ma niczego do zaoferowania, więc łapiemy kolejny autobus i jedziemy do Kandy.

Informacje praktyczne:
– autobus z Habarana do Dambuli to koszt 45 Rs/os.;
– tuk-tuk z przystanku w Dambuli do świątyni – 200 Rs;
– bilet do świątyni – ok. 2000 Rs/os., ale tutaj mogę się mylić!
– do świątyni trzeba mieć zakryte kolana i bose stopy;
– opłata za przechowywanie bagażu 100 Rs (plecaki zostawiliśmy w muzeum);
– tuk- tuk ze świątyni na przystanek – 150 Rs;
– autobus z Dambuli do Kandy 190 Rs (klimatyzowany mały busik; policzyli nam 3 bilety, bo stwierdzili, że nasze plecaki są za duże).

20130614-212549.jpg

20130614-212616.jpg

20130614-212700.jpg

20130614-212640.jpg

20130614-212833.jpg

20130614-212849.jpg

20130614-212906.jpg

PO DZIEWIĄTE – Trójkąt kulturalny cz. II

Z Polonnaruwa udaliśmy się w dalszą podróż, aby zwiedzić najciekawsze zakątki Cejlonu. Tym razem za cel obraliśmy Sigarije, którą mijaliśmy po drodze i która ułatwiła nam przemieszczenie się na południe Sri Lanki. Z racji, że Pan z tuk-tuka, którego zatrzymaliśmy okazał się przewodnikiem, spędził z nami praktycznie cały dzień.
Na początek Muzeum Sigarija, które mieści się naprzeciw skały. Tam też przed wejściem znajduje się budka z biletami. Oddane do użytku w 2009 roku muzeum nie jest zachwycające. Widać różnicę, która cześć jest zrobiona przez Lankijczyków, a która ufundowana przez Japończyków. Właśnie w tej „japońskiej” części znajduje się makieta skały i okolic, która była najciekawsza z tego wszystkiego.. Z racji, ze wszyscy Lankijczycy chodzą wyłącznie w japonkach, ciekawostką były ponadto historyczne japonki.
Po muzeum przyszedł w końcu czas na zdobycie skały. The Sigarija Rock, to nic innego jak wymysł króla Kassjapy. Taki sobie oto Pan, wymyślił, że chce mieć swoje pałace, baseny, w których kąpią się najpiękniejsze kobiety przywożone z całego świata oraz trony na szczycie skały… Czego się nie robi dla króla, prawda?
Aby dostać się na szczyt, zdobywanie skały rozpoczyna się od fosy, przy której stoją obecnie budki strażników sprawdzających bilety (ta po lewej stronie jest dla zagranicznych turystów). Następnie wchodzimy na teren dawnych ogrodów łazienkowych i basenowych, gdzie były kiedyś przebieralnie dla kobiet króla, salony piękności oraz baseny. Po obejrzeniu dawnego SPA, zaczyna się najtrudniejszy etap -ogrody kaskadowe, czyli schody pomiędzy skałami. Następnie czeka na nas kolejny kontroler biletów, za którym można wejść krętymi schodami do jaskini, w której znajdują się zachowane do dnia dzisiejszego malowidła przedstawiające kobiety króla. Z tego miejsca wchodzimy dalej po schodach aż do platformy lwa. To tutaj znajdowało się główne wejście do prywatnych kwater króla, oznaczone gigantycznymi łapami lwa. To ostatni etap, aby dostać się na górę. Po przejściu metalowymi schodami czekają już na nas tylko ruiny pałacu królewskiego i basenów oraz wspaniałe widoki na okolicę.

20130612-192036.jpg

20130612-192105.jpg

A co było po tym? Spice Garden, czyli ajuwerdyjski ogród przypraw oraz „safari”, a następnie kolacja w domu naszego przewodnika. Miało być prawdziwe safari, a okazało się, że jeździliśmy tuk-tukiem po normalnych drogach, przy których co jakiś czas było widać dzikie słonie. Dlatego jeśli ktoś będzie oferował Wam safari w okolicach Habarany, lepiej weźcie opcję z samochodem, bo okazuje się, że tuk-tukiem nie można wjeżdżać w boczne drogi.
Ciekawa jednak była kolacja z przewodnikiem i jego żoną. Zobaczyliśmy prawdziwe życie mieszkańców Cejlonu, wnętrze ich domu. Dostaliśmy owoce, mięso z bawoła, smażone rybki i oczywiście tradycyjne i wszechobecne „rice and curry.” Nuwan (takie było jego imienia) namawiał nas, byśmy polecali go w wszystkim z naszego kraju, ale obawiam się, ze to nie jest dobry pomysł, bo jeżdżąc z nami był nieźle pijany po wypiciu dwóch piw (8,8% każde). Teraz nam do śmiechu, ale jadąc z nim, momentami nie było już tak śmiesznie..

Informacje praktyczne:
– aby dotrzeć do Sigarija zatrzymaliśmy się w Habarana. Spaliśmy w Derana Guest House (ostatni budynek po lewej stronie jadąc w stronę Kandy). Cena wyjściowa za pokój z AC i ciepłą wodą, to 3500 Rs. Obniżyliśmy cenę do 3000 Rs, a na drugi dzień do 2500 Rs, z racji, że miał być internet, a go nie było. Wielkie było nasze zdziwienie, że po zjedzonym u nich śniadaniu, właściciel nie miał pieniędzy na wydanie, więc posiłek dostaliśmy gratis:) Warto zaznaczyć, ze wokół mnóstwo jest najróżniejszych handlarzy i raczej mieliby gdzie rozmienić pieniądze, ale to już nie nasz problem..
– bilet do Sigarija, to koszt 3750 Rs od osoby (muzeum i skała). Zaopatrzcie się przed wejściem w butelkę wody, bo po drodze nie ma gdzie kupić;
– za dojazd do Sigarija z Habarany (ok. 20 km w dwie strony) zapłaciliśmy 800Rs;
– za „safari” tuk-tukiem w okolicach Habarany (ok. 1h) oraz lankijską kolację w domu przewodnika płaciliśmy 2000 Rs (+1000 Rs daliśmy napiwku dla jego żony, która przygotowywała potrawy);
– wejście do Spice Garden bezpłatne. Właściciel opowiada o każdej z przypraw (np. curry, kolendra, ananasy, wanilia, aloes), przy czym liczy, że w jego sklepie zakupi się jakiś produkt. Kupiliśmy czarny pieprz za 250 Rs.

20130612-192617.jpg

20130612-192639.jpg

20130612-192711.jpg

20130612-192656.jpg

20130612-194347.jpg

20130612-194421.jpg

20130612-192735.jpg

20130612-194954.jpg

20130612-195120.jpg

20130612-195018.jpg

20130612-195006.jpg

20130612-203154.jpg

20130612-203441.jpg

PO ÓSME – Trójkąt kulturalny cz. I

Trójkąt kulturalny to obszar Sri Lanki, na którym znajduje się najwięcej zabytków tego kraju wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Trzy główne miejsca, które połączone dają trójkąt, to Anuradhapura, Polonnaruwa oraz Kandy. Pomiędzy nimi są jeszcze Sigirija, a także Dambula. Dziś będzie o Polonnaruwa.
Z Trincomalee dostaliśmy się do tego miejsca lokalnymi środkami transportu. Mnóstwo jest tu naganiaczy autobusowych, więc znalezienie odpowiedniego autobusu nie było problemem. Wystarczy powiedzieć gdzie się chce jechać (oczywiście mówiąc kilku osobom, bo każdy mówi czasami coś innego), a wskazany zostanie właściwy autobus. Praktycznie nie ma tu czegoś takiego jak rozkład jazdy, bowiem autobusy odjeżdżają co kilka lub kilkanaście minut.
Polonnaruwa to miasto, w którym zobaczyć można ruiny pałacu królewskiego, baseny królewskie, spisane w kamieniu osiągnięcia jednego z władców oraz świątynie z posągami buddy sprzed dwóch ostatnich stuleci. To miasto dla miłośników historii, aczkolwiek nas zachwycił kunszt rzeźbiarzy w kamieniu.

Informacje praktyczne:
– z Trincomalee wsiedliśmy do autobusu jadącego do Colombo. Wysiedliśmy w Habarana i następnie wybraliśmy autobus do Polonnaruwa (kierunek Batticaola). Do Habarana autobus jechał 2h (koszt 160Rs), następnie do Polonnaruwa 1h (koszt 128Rs);
– spaliśmy w Manel Guest House – przyjemny za 2000 Rs, ale bez AC i ciepłej wody, za to z internetem w pokoju i mnóstwem komarów 🙂 Są dostępne jeszcze inne pokoje z AC i ciepłą wodą, ale wzięliśmy najtańszą opcję. Duży plus za bliskość centrum, dobrą restaurację i dowiezienie na przystanek w ramach „hotel service”;
– bilet wstępu do Muzeum Archeologicznego i pozostałych zabytków to koszt 25$ od osoby. Z racji, że zabytki są dość daleko od siebie trzeba wynająć tuk-tuka. W guest hous’ie trafiliśmy na Pana, który za 5500 Rs obwiózł nas po wszystkich zabytkach. Minus taki, że zrobił to bez biletów, więc nie byliśmy w muzeum, ale z drugiej strony to prawie 50$, czyli tyle, ile zapłacilibyśmy za same bilety, a musielibyśmy jeszcze wynająć jeszcze tuk-tuka. Czas zwiedzania – ok. 3h;
– można wziąć ze sobą skarpetki, bo zabytki trzeba zwiedzać na boso;
– uwaga na małpy! Jest ich tam mnóstwo, a podobno zabierają rzeczy, które trzyma się w dłoniach.

20130609-220857.jpg

20130609-220943.jpg

20130609-220923.jpg

20130609-221006.jpg

20130609-220913.jpg

20130609-221044.jpg

20130609-221124.jpg

20130609-221143.jpg

20130609-221243.jpg

20130609-221316.jpg

20130609-221346.jpg

20130609-221403.jpg

PO SIÓDME – ryby, ryby albo nic..

Dziś za wiele nie będziemy pisać. Pooglądajcie lepiej zdjęcia:) Z racji, że jest Sri Lanka i jest woda, to jaki jest tu częsty widok? Zdecydowanie rybacy! Rybołóstwem zajmuje się chyba każdy kto mieszka przy wybrzeżu. Przede wszystkim mężczyźni. Kobiety natomiast sortują ryby i wyrzucają glony. Co ciekawe, do wyciągnięcia jednej sieci rybackiej, potrzebnych jest ok. 30 mężczyzn. Cały proceder wyciągnięcia sieci trwa 1,5 h. Czasami połów się udaje, a czasami… Zobaczcie poniżej..

20130607-194954.jpg

20130607-195039.jpg

20130607-195055.jpg

20130607-195109.jpg

20130607-195119.jpg

20130607-195207.jpg

20130607-195127.jpg

20130607-195134.jpg

20130607-195214.jpg

20130607-195222.jpg

PO SZÓSTE – prawie jak w raju

Miało być o raju, więc niech i tak będzie! Aktualnie przebywamy w Uppuveli, malutkiej wioseczce, która słynie z przepięknych plaż i pobliskiej Pigeon Island. Trafiliśmy tu całkiem przypadkiem, bo zniechęceni oglądanymi hotelami w Trincomalee, daliśmy się namówić kierowcy tuk-tuka na przywiezienie nas w to miejsce. Co właściwie tu jest? Plaże, plaże i jeszcze raz plaże! Widzieliście kiedyś reklamę batoników „Bounty”? Jeśli tak, to wyobraźcie sobie jeszcze nas i będziecie mieć cały obrazek, gdzie teraz jesteśmy:) Kilka kilometrów od Uppuveli rozciąga się Nilaveli Beach, która przez mieszkańców uważana jest za najpiękniejszą plażę. Wg nas, mimo wszystko wygrywa Uppuveli, chyba też przez to, że jest bardziej skomercjalizowana, można iść coś zjeść, zobaczyć coś nowego, a nie tylko basen hotelowy jak przy Nilaveli Beach. Jednak z drugiej strony, brak rozbudowanej infrastruktury tworzy tu atmosferę błogiego spokoju.
Ok. kilometra od wybrzeży Nilaveli Beach położona jest Pigeon Island – niewielka wysepka znana na Sri Lance z najpiękniejszej rafy koralowej. Tak więc skuszeni wizją zobaczenia na własne oczy przepięknej rafy i kolorowych ryb zdecydowaliśmy się na snorkeling, czyli nurkowanie z maską, fajką (rurką) i płetwami. Co widzieliśmy? Cuda natury! A przede wszystkim pływające wokół nas rekiny, żółwie i węże morskie, kolorowe, niezidentyfikowane z nazw ryby i przepiękną rafę koralową. Naprawdę warto!

Informacje praktyczne:
– przejaz tuk-tukiem z Uppuveli do Nilaveli to koszt 400 Rs (12 km),
– snorkeling (3h) – 6000 Rs za dwie osoby, ale uwaga! Pigeon Island jest Parkiem Narodowym, więc w tej cenie jest również bilet wstępu. Ponadto, cena obejmuje przepłynięcie łodzią (ok.20 min.), sprzęt oraz ogromną pomoc,
– nocleg w Uppuveli- zatrzymaliśmy się w hotelu Aqua Inn, prowadzonym przez mieszkającą tu Angielkę. Koszt 5000 Rs/pokój z klimatyzacją, ciepłą wodą, internetem w restauracji obok, basenem. Drogo, ale spędzamy tu dość leniwie czas.

20130606-214835.jpg

20130606-214927.jpg

20130606-214958.jpg

20130606-215048.jpg

20130606-215128.jpg

20130606-215417.jpg

20130606-215439.jpg

20130606-215506.jpg

20130606-215537.jpg

20130606-215619.jpg

20130606-215651.jpg

20130606-215712.jpg

PO PIĄTE – jesteśmy na wschodzie!

Jesteśmy na wschodzie! Po dziewięciogodzinnej podróży jesteśmy w Trincomalee. A właściwie Uppuveli – pobliskiej plaży przypominającej reklamę „Bounty”. Jest gorąco, słonecznie, uroczo i przepięknie – prawie jak w raju, ale zanim o tym raju najpierw kilka słów o Trincomalee…
Samo miasto, to niedoszła stolica państwa Ilam, o którego utworzenie walczyły Tamilskie Tygrysy -organizacja utworzona w 1976 roku, żądająca utworzenia niepodległego państwa tamilskiego na północy Sri Lanki. Dopiero w maju 2009 roku Tamilskie Tygrysy, zdziesiątkowane przez rządową armię, ogłosiły koniec wojny. Ślady po wojnie można zauważyć po opuszczonych budynkach, po ruinach hoteli przy wybrzeżu i po ogromnych dziurach w drodze. Trincomalee i okolice dopiero się odbudowują – widać wzrastające budynki, które niedługo zamienią się w luksusowe hotele. Mieszkańcy, głównie kierowcy tuk-tuków, z którymi mamy najwięcej do czynienia również opowiadają historie z czasów wojny. Większość z nich chcąc przeżyć, szukała schronienia w innych miastach, u rodzin, a od 2-3 lat wracają i zaczynają od nowa.
To, co można spotkać w Trinco (to często używany skrót przez mieszkańców), to sarny, jelenie, zaprzyjaźnionego wiewiórki i oczywiście krowy wałęsające się po ulicach.
Masowo odwiedzających to miejsce, po zakończeniu wojny, lankijskich turystów można spotkać przy Fort Frederick Road. Wybudowany w 1623 roku, początkowo jako własność Portugalczyków, następnie Holendrów i Brytyjczyków, obecnie jest siedzibą lankijskich służb wojskowych, którzy nie utrudniają zwiedzania, ale z zaciekawieniem przyglądają się turystom o jasnym kolorze skóry. Jest to też miejsce spacerów przy lazurowym kolorze zatoki, z którego można się dostać do kolorowej hinduistycznej świątyni Koneswaram, usytuowanej na skałach. Po obu stronach drogi usytuowane są dziesiątki straganów, w których można kupić słodycze, sztuczne kwiaty, świeże soki, właściwie wszystko, czyli to samo co u nas na odpuście. Do samej świątyni należy mieć ubranie zasłaniające ramiona i nogi do kolan. Z racji, że miałam krótsze spodenki, starszy Pan pilnujący świątyni wręczył mi kawałek materiału, którym miałam się przykryć. Z samej świątyni rozpościera się wspaniały widok z jednej strony na ocean, z drugiej na zatokę. Jest tam też drzewo, do którego młode kobiety przyczepiają skrzyneczki z kwiatami (podobno są to kołyski), które mają ułatwić zajście w ciążę. Ponadto, Trincomalee oferuje jedynie kilka innych świątyń hinduistycznych, gdzie można podpatrzeć zachowania wyznawców innej religii.

20130605-161543.jpg
Wagon w pociągu Colombo – Trincomalee
20130605-161614.jpg
Stacja Colombo Fort

Informacje praktyczne:
– tuk-tuk z dworca kolejowego do centrum miasta to koszt 200 Rs,
– tuk-tuk z centrum Trincomalee do Uppuveli pojedzie za 250 Rs, czasami nawet za 200 Rs (nie dajcie się oszukać, bo pierwszego dnia jechaliśmy nawet za 500 Rs,
– wejście do świątyni Koneswaram jest darmowe, jednak trzeba zapłacić strażnikowi 20 Rs za pozostawienie obuwia,
– za kawałek chusty, którą starszy Pan mi użyczył mieliśmy zapłacić 20 Rs, skończyło się na 10 Rs, ale słyszeliśmy, że czasami można spotkać się z bardziej otwartymi staruszkami, którzy w zamian za materiał zażyczą sobie buziaka:),
– przejazd tuk-tukiem z Fort Frederick Road do świątyni Koneswaram i z powrotem do Uppuveli to koszt 400 Rs – tu znowu trzeba się targować, bo Pan, który nas wiózł, stwierdził, że za długo musiał czekać i stracił czas, więc chciał 600Rs. Skończyło się na 520 Rs, ale takie sytuacje tylko nas uczą, żeby jednak pozostawać przy pierwszej cenie.

20130605-162753.jpg

20130605-163007.jpg

20130605-163212.jpg

20130605-163318.jpg<
Fort Frederick
20130605-163257.jpg
Stragany w drodze do świątyni
20130605-163401.jpg
Świątynia Koneswaram
20130605-165501.jpg

20130605-165816.jpg

20130605-165730.jpg

20130605-165709.jpg

20130605-165415.jpg

20130605-165446.jpg