PO TRZYDZIESTE DZIEWIĄTE – tak bardzo rajsko!

W zeszłym roku myślałam, że na Sri Lance znalazłam raj na ziemi. Ale to tu, w Tajlandii, znaleźliśmy jeszcze lepsze miejsce. Kurcze, świat jest naprawdę piękny!! A my tak mało go znamy, tak mało jeszcze zobaczyliśmy.. Ale chwila, gdzie ten raj?

DSC08299

DSC08225

Ta mała wysepka o nazwie Koh Kradan znajduje się na południowym zachodzie Tajlandii, godzinę jazdy samochodem z Krabi do Trang i kolejną godzinę płynięcia statkiem. Spoglądając na mapę, szukajcie większej wyspy Koh Mook – w pobliżu będzie właśnie Koh Kradan, choć ostrzegam, bo na każdej mapie jej nie znajdziecie. My też mieliśmy problem, żeby się tu dostać, bo nie wszyscy chcieli nas tu zawieźć i nie wszyscy wiedzieli, gdzie właściwie ona jest. A przecież David, u którego byliśmy w Chiang Mai tak bardzo nam ją polecał. I miał rację, tu jest przepięknie!! Ten raj ma ok. 2,5 km długości i jakieś 300, może 400 metrów szerokości. Odpływy są tu dwa razy na dobę, więc ciekawie jest iść w głąb morza ok. 500 metrów, uważając i przechodząc np. obok ukrytych jeży morskich.

DCIM100GOPRO

DSC08239

A czy można się tu nudzić? Trochę tak, ale zależy co kto woli. Jeśli lubisz gwar, tłok, imprezy – nie jest to miejsce dla Ciebie. Wybierz bardziej turystyczną wyspę. My z kolei spędziliśmy tu nasze ostatnie 4 dni pobytu w Tajlandii. Odpoczęliśmy, zrelaksowaliśmy się, nabraliśmy sił na powrót do codzienności. Niewielu turystów, mało atrakcji – idealne miejsce na wyłączenie się.. tak po prostu.

DSC08258

Informacje praktyczne:
– bilet lotniczy Air Asia: Chiang Mai- Krabi ok. 5000 bath/os. (zamawiany dopiero w Tajlandii);
– dojazd z lotniska do centrum Krabi: 800 bath/bus;
– transport na wyspę: Krabi – Trang (3000 bath/bus), Trang – Koh Kradan (2300 bath/łódka);
– nocleg Kradan Island Resort – dwa domki 200o bath/doba i 1800 bath/doba – znaleźliśmy dwa ostatnie; inna opcja 15000 bath/doba – tak, nie pomyliłam się z zerami (!!);
– smaczne, obfite („szwedzki stół”) i niedrogie śniadania – Kradan Beach Resort – 200 bath/os.;
– najtańsze obiady – Paradise Lost (ścieżką w głąb wyspy).

DSC08279

DSC08285

DSC08291

DSC08447

DSC08571

DSC08590

DSC08222

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

Reklamy

PO TRZYDZIESTE CZWARTE – aktywnie po wyspie

Jadąc na Koh Chang myśleliśmy, że jedyne co nas czeka to lenistwo na plaży. Generalnie wolimy bardziej aktywny wypoczynek, ale wizja leniuchowania po mega intensywnej pracy  przed ulopem była w tym momencie jedyną rzeczą o jakiej marzyliśmy. Tydzień spędzony na wyspie okazał się na szczęście nie tylko plażą i wodą. Ta trzydziestokilometrowa wyspa miała więcej do zaoferowania niż niejednokrotnie znany i reklamowany region. Kolejny dzień to kolejne odkrycie. Tym razem to wodospad Khlong Phlu. Łatwo dostępny z zachodniego wybrzeża, tego bardziej „turystycznego” był więc też bardziej oblegany. Gdzie dokładnie jest możecie podejrzeć na mapce klikając tutaj.

Od głównej drogi idziemy spacerkiem 2 km. Po lewej stronie słonie. Po prawej farma węży i krokodyli, do której Tajowie zachęcają nas krzycząc coś po rosyjsku (chyba mówiłam Wam, że 95 % tutejszych turystów, to właśnie Rosjanie?). Show z udziałem tych zwierzaków odbywa sie tu dwa razy dziennie. My ograniczamy się jedynie do oglądania ich zza siatki i idziemy dalej. Dochodzimy do głównej bramy, kupujemy bilety i idziemy jeszcze 500 m do wodospadu.

image

Co prawda o tej porze roku, w porze suchej Khlong Phlu może nie jest tak okazały jak pewnie podczas monsunu, ale i tak, taki widok to jest właśnie to, na co czekamy i czego oczekujemy od naszych podróży..

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

PO TRZYDZIESTE – chińskich akcentów ciąg dalszy

Która z kobiet nie chciałaby dostawać od swego ukochanego kwiatów? Chyba nie ma takiej, albo jej nie znam. W Chinatown trafiliśmy na największy targ kwiatów w Bangkoku – Pak Klong. Czerwone, różowe, niebieskie, orchidee, róże. Pakowane osobno i razem. Osobiście nie wiedziałam, na które zwrócić większą uwagę. Był to więc nasz kolejny spacer, na który zapraszam również  i Was..

Informacje praktyczne:
– Pak Klong ulokowany jest przy ulicy Maharat; czynny jest całą dobę.

image

image

image

image

image

image

image

image

PO DWUDZIESTE DZIEWIĄTE – Chinatown, czyli chińskie akcenty w Bangkoku

W przewodniku czytałam, że największą atakcją Chinatown, czyli Chińskiej Dzielnicy w Bangkoku jest Wat Traimit – podobno największy posąg Buddy na świecie.  My tam nie dotarliśmy. Chodziliśmy za to między kolorowymi, głównie czerwonymi uliczkami Chinatown. Lampiony, bazary, handlarze, sklepy złotników ze stosami łańcuszków, uliczne garkuchnie, egzotyczne zapachy,  ruch jak w mrowisku i ogromny ścisk. Tego możecie doświadczyć jedynie w Chińskiej Dzielnicy w stolicy Tajlandii. Naprawdę warto przejść się pomiędzy straganami  i wąskimi, zatłoczonymi uliczkami tej dzielnicy, by zobaczyć, jak różna jest od pozostałych zakątków miasta.

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

Informacje praktyczne:
– do Chinatown dotarliśmy taksówką wodną- płynęliśmy z pirsu 13 do 5 – bilet 15 baht/os.
– tuk-tuk z Chinatown w okolice Pałacu Królewskiego – 100 baht.

PO DWUDZIESTE ÓSME – Good morning Bangkok!

Czy Bangkok nas zaskoczył? Czy zrobił na nas niesamowite wrażenie? Chyba nie. Powiedziałabym nawet, że troszkę nas rozczarował. A może mówię tak, bo za słabo go poznaliśmy…?
Zatrzymaliśmy się w centrum, niedaleko słynnej wsród turystów ulicy Khao San Road. Po kilku miesiącach pierwsze spotkanie z Azją i znów to samo dziwne uczucie. Znów musieliśmy się przestawić – na warunki, myślenie, sposób podróżowania i nasze oczekiwania. Tym razem podróżujemy w większej grupie. Jest nas ośmioro, w tym jedno, prawie dwuletnie dziecko, więc system podróży przybieramy jako nieznacznie inny. Wiadomo, że w grupie raźniej, więc trzymamy się razem.
A jaki jest Bangkok? To nowoczesne wieżowce i podmiejskie slumsy, to nowe samochody i głośne tuk-tuki. To europejskie kawiarnie i uliczne garkuchnie. Czteropasmowe autostrady i malutkie uliczki zastawione wystawami sklepów lub stolikami do konsumpcji lokalnego pad thai’a. Chyba każdy znajdzie tu to, czego szuka. Zakupy, masaże, koktajl bary.
Chodzimy pomiędzy sąsiednimi uliczkami Wielkiego Pałacu, ale do niego nie docieramy. Wchodzimy za to do świątyni Wat Po – Leżącego Buddy. Jedyne słowo, jakie nasuwa nam się to przepych, choć słyszeliśmy, że to określenie bardziej pasuje do Wielkiego Pałacu (swoją drogą mam nadzieję, że uda nam się tam dotrzeć jeszcze przed wylotem). Leżący Budda ma długość 6 metrów i wysokość 18 metrów. Rzeczywiście jego rozmiary robią na nas wrażenie, tym bardziej, ze cały pokryty jest złotą blachą. Ale Wat Po to nie tylko Budda. To cały kompleks budynków świątynnych zachwycających swymi barwami i kształtami.

image

image

image

image

image

image

image

image

image

Co jeszcze w Bangkoku? My skorzystaliśmy z rejsu po rzece Menam. Z tej perspektywy troszkę inaczej wygląda to miasto. Jedno popołudnie i wieczór zapełniła nam też Jane – właścicielka guesthouse’a, w którym się zatrzymaliśmy. Najpierw zakupy, później wspólne gotowanie i kolacja.. A wszystko w jej ogrodzie przy brzegu rzeki i przy dźwiękach muzyki roznoszącej się z pobliskiego mostu zajętego przez demonstrantów.
Czy nadal Bangkok nas rozczarował? Kończąc ten wpis chyba zmieniłam zdanie. Ale śledźcie nas na bieżąco, bo jeszcze do Bangkoku powrócę 🙂

image Wejście do naszego guesthouse’a

image Taras

Informacje praktyczne:
– 10 THB = ok. 1 PLN.
– taxi z lotniska do hotelu 700 THB.
– zatrzymaliśmy się w Phiman River View Guesthouse – niesamowita właścicielka! Warunki do spania naprawdę średnie, ale taras, ogród i atmosferę docenia się bardziej. Link znajdziecie tutaj. Cena: 14€/os.
– godzinny rejs po Menamie 600 THB/os.
– wejście do Wat Po 100 THB/ os.
– fish massage 15min. = 150 THB (zeszliśmy do 100THB)
– karta startowa do telefonu True Move 200 THB (50 THB na koncie; do Polski koszt za minutę 2 THB na stacjonarne i 8 THB na komórki), z internetem karta startowa 300 THB (AIS; za 100 THB na tydzień 1 GB)
– demonstracje w Bangkoku są, ale spokojne dla turystów. Byliśmy zobaczyć jedną z demonstracji, ludzie bardzo przychylni, więc nie ma co się obawiać.

image

imageimage Zamknięty przez demonstrantów jeden z mostów

image

image