PO TRZYDZIESTE SZÓSTE – Thai boxing!

Oglądacie czasami sporty walki? Nam się zdarza. Jak jest weekend, gala KSW i jesteśmy w rodzinnych stronach mojego męża, obowiązkowo spotykamy się ze znajomymi i trzymamy kciuki za naszych faworytów.

O tajskim boksie czytaliśmy, oglądaliśmy zdjęcia i filmy. Może nie było to coś obowiązkowego, co koniecznie chcieliśmy zobaczyć i w czym uczestniczyć, ale w Chiang Mai daliśmy się skusić. Udaliśmy się w stronę nocnego bazaru i voila!

Informacje praktyczne:
– bilety wstępu na Thai Boxing – 400 bath (trybuny), 600 bath (krzesełka pod ringiem).

DSC07133

DSC07082

DSC07165

DSC07164

DSC07138

DSC07141

DSC07099

DSC07116

DSC07124

DSC07125

DSC07126

DSC07127

Reklamy

PO TRZYDZIESTE PIĄTE – północne Chiang Mai

Po 27-godzinnej podróży różnymi środkami transportu, w tym 16-godzinnej podróży pociągiem, wysiadamy w końcu na północy. CHIANG MAI! Jesteśmy!

Już po kilku minutach na dworcu, później w drodze do centrum, oboje czujemy, że to jest to. To jest to miasto, które najlepiej będzie kojarzyć nam się z Tajlandią. Właśnie to miasto, które będzie nam przypominać zapach i kolor Azji.  Mijane uliczne sklepiki, małe restauracyjki, handlarki sprzedające ręcznie plecione bransoletki, uśmiechnięci ludzie.. to wszystko sprawiło, że Chiang Mai stało się dla nas drugim wietnamskim Hoi Ann, w którym się zakochaliśmy od pierwszego wejrzenia!

image

DSC06672

DSC06728

Ci, którzy odwiedzają to miasto, często zostają tu dłużej niż planowali. I wcale im się nie dziwię. My spędziliśmy tu tydzień, a spędzlibyśmy tu jeszcze kolejny. W przewodniku wyczytałam, że tak, jak w Polsce trwa rywalizacja między Warszawą i Krakowem, tak w Tajlandii jest podobnie z Bangkokiem i Chiang Mai. Chyba coś w tym jest, choć dla mnie to dwa zupełnie odmienne miasta. Chiang Mai to przede wszystkim spokój i nastrojowość. Pisząc z perspektywy czasu, chyba coraz trudniej znaleźć mi odpowiednie słowa charakteryzujące to miejsce, ze względu na „to coś”. Turystów przyciąga tu Stare Miasto otoczone fosą i starożytne mury, teraz raczej ruiny, z odrestaurowanymi bramami. To właśnie tuż za murami, w każdą niedzielę, rozkłada się targ uliczny wzdłuż ulicy Ratchadamnoen, począwszy od głównej bramy Tha Phae. Między godziną 18, a 24 możemy zrobić największe i najtańsze zakupy w Tajlandii. To tu możemy zjeść najdziwniejsze i najlepsze dania tego azjatyckiego kraju z ulicznych garkuchni. Poza niedzielą, w każdy inny dzień możemy udać się na nocny bazar. Wystarczy zapytać, a każdy wskaże drogę.

Chiang Mai to miasto, gdzie znajdziemy ok. 300 świątyń buddyjskich. Idąc ulicą, kierując się na prawo, na lewo, wychodząc zza rogu, wchodząc w zaułek.. wszędzie natkniemy się na bogato zdobione świątynie. Chcąc, czy też nie, do kilku lub kilkunastu z nich na pewno wejdziecie. Ta północna perełka to nie tylko miasto samo w sobie. To piękne, górzyste okolice, ale też baza wypadowa dla wybierających się do Birmy lub udających się w jeszcze dalszą północ.

image

image

image

image

DSC06757 DSC06749

Jaka jest więc północ? Na pewno przyjazna! To tu poznaliśmy niesamowitych ludzi, pewne tajsko – francuskie małżeństwo, którzy pokazali nam Tajlandię z tej mniej turystycznej strony i u których czuliśmy się po raz pierwszy nie jak klienci, a goście.. Chcecie ich poznać? Jedźcie do nich!

image

Informacje praktyczne:

– pociąg relacji Bangkok – Chiang Mai (express, 2 klasa) bilet 581 bath – dolne łóżko, 531 bath – górne łóżko (dziecko bez płatnego biletu);

– hotele, guesthouse’y zlokalizowane są głównie poza murami Starego Miasta lub w okolicy 1 kilometra. Warto chodzić, pytać, bo ceny są różne (od 200 bath za dwuosobowy pokój i więcej);

– z braku miejsc zatrzymaliśmy się w dwóch innych guesthousach, ale szczególnie polecamy Baan Rao Chez Nous. Przesympatyczni właściciele 🙂 (znajdziecie ich na facebook i tripadvisor);

– jeśli planujecie zakupy, kupno pamiątek – zróbcie to w Chiang Mai. Ceny są niższe niż te w Bangkoku.

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

DSC06759

DSC06760

DSC04959

PO TRZYDZIESTE CZWARTE – aktywnie po wyspie

Jadąc na Koh Chang myśleliśmy, że jedyne co nas czeka to lenistwo na plaży. Generalnie wolimy bardziej aktywny wypoczynek, ale wizja leniuchowania po mega intensywnej pracy  przed ulopem była w tym momencie jedyną rzeczą o jakiej marzyliśmy. Tydzień spędzony na wyspie okazał się na szczęście nie tylko plażą i wodą. Ta trzydziestokilometrowa wyspa miała więcej do zaoferowania niż niejednokrotnie znany i reklamowany region. Kolejny dzień to kolejne odkrycie. Tym razem to wodospad Khlong Phlu. Łatwo dostępny z zachodniego wybrzeża, tego bardziej „turystycznego” był więc też bardziej oblegany. Gdzie dokładnie jest możecie podejrzeć na mapce klikając tutaj.

Od głównej drogi idziemy spacerkiem 2 km. Po lewej stronie słonie. Po prawej farma węży i krokodyli, do której Tajowie zachęcają nas krzycząc coś po rosyjsku (chyba mówiłam Wam, że 95 % tutejszych turystów, to właśnie Rosjanie?). Show z udziałem tych zwierzaków odbywa sie tu dwa razy dziennie. My ograniczamy się jedynie do oglądania ich zza siatki i idziemy dalej. Dochodzimy do głównej bramy, kupujemy bilety i idziemy jeszcze 500 m do wodospadu.

image

Co prawda o tej porze roku, w porze suchej Khlong Phlu może nie jest tak okazały jak pewnie podczas monsunu, ale i tak, taki widok to jest właśnie to, na co czekamy i czego oczekujemy od naszych podróży..

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

PO TRZYDZIESTE TRZECIE – skuterem po wyspie!

Wstajemy rano, wypożyczamy skuter i w drogę! Koh Chang ma ok. 30 km. długości i ok. 18 km. szerokości, więc na objechanie wyspy poświęcamy jeden dzień.

image

image

Na południu, we wiosce rybackiej Bang Bao już byliśmy, zatem z Klong Prao, gdzie jesteśmy zakwaterowani, jedziemy na północ. Pierwszy przystanek to słynna White Sand Beach. Dlaczego słynna? Bo jest opisana chyba we wszystkich przewodnikach, rozbudowana turystycznie jest najbardziej, ale i chyba jest najdroższa. Mimo to słynie z piaszczystej pięknej plaży. I rzeczywiście tak jest. Zostajemy tu więc dłuższą chwilę.

image

image

Jedziemy dalej ulicznymi serpentynami. Raz podjazd na wzgórze, później zjazd w dolinę. Na północnym zachodzie wyspy, niedaleko miejsca skąd odpływają promy, zauważamy chińską świątynię. Nasz kolejny przystanek.

image

image

image

image

Jedąc dalej na wschodnią, zdecydowanie mniej rozbudowaną część wyspy, mijamy drogowskaz na Klong Nonsi waterfall. Zawracamy i maszerujemy 20 minut. Sam wodospad nas nie urzeka, natomiast dojście do niego bardzo!

image

image

image

Następnym naszym celem na wschodzie jest kolejny wodospad. Tym razem Than Mayom, pod którym woda wyżłobiła w skale naturalny basen do kąpieli.

image

image

image

Takie dni lubimy. Nic nie musimy i robimy co nam się podoba. Jadąc na południe skręcamy w boczne drogi, by zobaczyć tę prawdziwą, nieturystyczną Tajlandię.
Właściwie  nie zostało nam za wiele miejsc do oglądania na wyspie. Jedziemy przed siebie, ale ciii… Zatrzymujemy się jeszcze przy kolejnej kolorowej świątyni Wat Salakhpet.

image

image

image

image

image

Przemieszczamy się o kilka kilometrów niżej i koniec. Koniec drogi!! Dzieli nas jakieś 3-5 kilometrów od Bang Bao, ale nie – musimy zawrócić. Nie ma przejazdu, więc wracamy. Jeszcze tylko pad thai na kolację i dzień dobiega końca…
Informacje praktyczne:
– wypożyczenie skuteru na dobę-250 bath;
– wejście na Klong Nonsi waterfall bezpłatny; parking za skuter 20 bathów;
– bilet do Morskiego Parku Narodowego Mu Ko Chang, w którym mieści się wodospad Than Mayom to koszt 200 bath/os.;
– na objechanie całej wyspy warto poświęcić jeden dzień. Na drogę powrotną, podczas której będziemy jedynie jechać, nie zatrzymując się nigdzie, trzeba liczyć 2h.

image

image

PO TRZYDZIESTE DRUGIE – Bang Bao

Na południu wyspy Koh Chang ulokowana jest mała wioska rybacka Bang Bao. Domy na palach, połączone siecią pomostów są obecnie niezłym centrum turystycznym. Stały się one rzędem kolorowych straganów, ale skręcając w którąś z bocznych „uliczek” możemy odnaleźć prawdziwe domy rybaków. Jest nawet możliwość znalezienia noclegu w jednym z takich domów. Działają tu także liczne restauracje i małe lokalne restauracyjki, gdzie Pad Thai’a (znakomite tajlandzkie noodle) kupimy nawet za 30 bath.

To właśnie z przystani w Bang Bao wypływają statki z turystami, którzy wykupili w lokalnych biurach podróży nurkowanie, snorkelling, czy też inną wycieczkę opływającą okoliczne wyspy.

image

Informacje praktyczne:
– do Bang Bao co chwilę kursują taksówki, tzw. songthaewy. Cena za przejazd z Klong Prao Beach to 150 bath/os. Można się targować, ale jest ciężko;
– jadąc z Klong Prao do Bang Bao po prawej stronie można zatrzymać się w punkcie widokowym.

image

image

image

image