PO DWUDZIESTE ÓSME – Good morning Bangkok!

Czy Bangkok nas zaskoczył? Czy zrobił na nas niesamowite wrażenie? Chyba nie. Powiedziałabym nawet, że troszkę nas rozczarował. A może mówię tak, bo za słabo go poznaliśmy…?
Zatrzymaliśmy się w centrum, niedaleko słynnej wsród turystów ulicy Khao San Road. Po kilku miesiącach pierwsze spotkanie z Azją i znów to samo dziwne uczucie. Znów musieliśmy się przestawić – na warunki, myślenie, sposób podróżowania i nasze oczekiwania. Tym razem podróżujemy w większej grupie. Jest nas ośmioro, w tym jedno, prawie dwuletnie dziecko, więc system podróży przybieramy jako nieznacznie inny. Wiadomo, że w grupie raźniej, więc trzymamy się razem.
A jaki jest Bangkok? To nowoczesne wieżowce i podmiejskie slumsy, to nowe samochody i głośne tuk-tuki. To europejskie kawiarnie i uliczne garkuchnie. Czteropasmowe autostrady i malutkie uliczki zastawione wystawami sklepów lub stolikami do konsumpcji lokalnego pad thai’a. Chyba każdy znajdzie tu to, czego szuka. Zakupy, masaże, koktajl bary.
Chodzimy pomiędzy sąsiednimi uliczkami Wielkiego Pałacu, ale do niego nie docieramy. Wchodzimy za to do świątyni Wat Po – Leżącego Buddy. Jedyne słowo, jakie nasuwa nam się to przepych, choć słyszeliśmy, że to określenie bardziej pasuje do Wielkiego Pałacu (swoją drogą mam nadzieję, że uda nam się tam dotrzeć jeszcze przed wylotem). Leżący Budda ma długość 6 metrów i wysokość 18 metrów. Rzeczywiście jego rozmiary robią na nas wrażenie, tym bardziej, ze cały pokryty jest złotą blachą. Ale Wat Po to nie tylko Budda. To cały kompleks budynków świątynnych zachwycających swymi barwami i kształtami.

image

image

image

image

image

image

image

image

image

Co jeszcze w Bangkoku? My skorzystaliśmy z rejsu po rzece Menam. Z tej perspektywy troszkę inaczej wygląda to miasto. Jedno popołudnie i wieczór zapełniła nam też Jane – właścicielka guesthouse’a, w którym się zatrzymaliśmy. Najpierw zakupy, później wspólne gotowanie i kolacja.. A wszystko w jej ogrodzie przy brzegu rzeki i przy dźwiękach muzyki roznoszącej się z pobliskiego mostu zajętego przez demonstrantów.
Czy nadal Bangkok nas rozczarował? Kończąc ten wpis chyba zmieniłam zdanie. Ale śledźcie nas na bieżąco, bo jeszcze do Bangkoku powrócę 🙂

image Wejście do naszego guesthouse’a

image Taras

Informacje praktyczne:
– 10 THB = ok. 1 PLN.
– taxi z lotniska do hotelu 700 THB.
– zatrzymaliśmy się w Phiman River View Guesthouse – niesamowita właścicielka! Warunki do spania naprawdę średnie, ale taras, ogród i atmosferę docenia się bardziej. Link znajdziecie tutaj. Cena: 14€/os.
– godzinny rejs po Menamie 600 THB/os.
– wejście do Wat Po 100 THB/ os.
– fish massage 15min. = 150 THB (zeszliśmy do 100THB)
– karta startowa do telefonu True Move 200 THB (50 THB na koncie; do Polski koszt za minutę 2 THB na stacjonarne i 8 THB na komórki), z internetem karta startowa 300 THB (AIS; za 100 THB na tydzień 1 GB)
– demonstracje w Bangkoku są, ale spokojne dla turystów. Byliśmy zobaczyć jedną z demonstracji, ludzie bardzo przychylni, więc nie ma co się obawiać.

image

imageimage Zamknięty przez demonstrantów jeden z mostów

image

image

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s