PO DWUDZIESTE PIĄTE – wioski na wodzie

Możliwe jest mieszkać na wodzie? Nie na statku, a w domu? Gdyby ktoś zadał mi to pytanie jakieś 2-3 lata temu, powiedziałabym, że nie. Podróż do Wietnamu otworzyła nam oczy na inne życie. Na możliwe inne życie. Nie przypuszczałabym, że gdzieś pośród wód zatoki jest wioska – są domy, jest szkoła, świątynia, farma, której pilnują psy.

DSC00338

DSC00322 Psy pilnujące interesu

DSC00315 Statki transportujące wodę pitną do wioski

DSC00308

DSC00305

Drugi dzień, który spędziliśmy na Ha Long rozpoczął się intensywnie. Jako jedyni z naszej grupy, mieliśmy wykupioną wycieczkę trzydniową, a nie dwudniową. Dla nas okazało się to o tyle lepsze, że drugi dzień spędziliśmy w gronie naszej czwórki na zupełnie nowym statku, z czteroosobową obsługą. Przesiedliśmy się więc na drugi statek i płyniemy 1,5 godziny w głąb zatoki. Wietnamczycy pokazują nam, że mamy się przesiąść na kajaki. Nasi przyjaciele wsiadają, ale śmiejemy się, że pewnie nie mają wioseł. Chwila poruszenia, nasza obsługa biega po statku i co? Okazuje się, że wioseł nie ma 😀 Wracamy z powrotem i od pierwszego płynącego statku je pożyczamy. Płyniemy dalej i w końcu możemy rozsmakować się w fantastycznych widokach. Niewielkie fale kołyszą naszym kajakiem, podpływamy pod skały, wpływamy w jaskinie. W końcu nasz przewodnik kieruje nas do wioski rybackiej. To tak naprawdę mała wioseczka z kilkunastoma domami, gdzie życie toczy się niby normalnie, ale jednak inaczej.  Jest prąd, internet (!), sklepy na łodziach. Podpływamy bliżej, z domów wybiegają miejscowe dzieci i pokazując na budynek krzyczą „school, school!”. Postanawiamy wysiąść na chwilkę i prowadzeni za ręce idziemy do szkoły. Od naszego przewodnika dowiadujemy się, że nauczycielami są tu wolontariusze, którzy przypływają do wioski od poniedziałku do piątku, a weekendy spędzają na lądzie.

DSC00333

DSC00306

DSC00302

DSC00296

DSC00293

Płyniemy dalej po wiosce, następnie znów pośród skał. Próbujemy zapamiętać widoki, nie chcemy by cokolwiek nam umknęło. Robimy przerwę na obiad. Świeże krewetki, kalmary, sajgonki.. Czego chcieć więcej? Chłopacy skaczą ze statku, pływamy. Jest błogo, udzieliło nam się przyjemne zmęczenie.. Wsiadamy raz jeszcze w kajaki i  czujemy Ha Long. Ten zapach, widok, atmosferę..

DSC00369

DSC00382

DSC00427

DSC00360

Niech tak zostanie, bo dzień dobiega końca..

DSC00488

Reklamy

PO DWUDZIESTE CZWARTE – Zatoka Ha Long Bay

Nie mogę znaleźć informacji na ten temat, ale wydaje mi się, że kilka lat temu było głosowanie na 8 cud świata i wygrała Zatoka Ha Long Bay. A może się mylę i to tylko dla mnie 8 cud świata? W każdym razie zakochałam się! Z wód zatoki, wpisanej w 1994 roku na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO, wyrasta ok. 2 tysięcy wysp. Legenda głosi, że  z nieba przyleciał smok, który ogonem „rozkopał” okolicę, by utrudnić najeźdźcom opanowanie tego miejsca, po czym sam zanurzył się w morzu. Chyba coś w tym musi być, bo wszystkie statki mają jakiś smoczy akcent. Wcześniej wszystkie brązowe, a obecnie pomalowane na biało.

image

image

image

image

Na Ha Long spędziliśmy 3 dni. To były nasze pierwsze dni w Wietnamie, dlatego przed drogą skuterami mieliśmy odrobinę luksusu podczas zorganizowanej wycieczki. Zresztą o niezorganizowaną tu trudno – wręcz jest to niemożliwe. Zapytacie co można robić przez 3 dni na statku? Patrzeć na te same wapienne skałki wystające z wody? A jednak nie!

  • pierwszy dzień to kajaki i jaskinie
  • drugi – kajaki i wioski na wodzie
  • trzeci – punkt widokowy i lekcja gotowania

image

image

image

Połączmy dzień pierwszy i trzeci, bo drugi zasługuje na oddzielny wpis. W miasteczku Ha Long wsiadamy na mały stateczek. Prócz nas – dwie Australijki, grupa Hiszpanów i rodzina Amerykanów. Przetransportowanie nas do właściwego statku, szybkie rozpakowanie i w drogę. Na początek kajaki pośród kilku skał i niesamowita jaskinia, a później czas wolny. Zachód słońca na zatoce, karty, piwo.. czego chcieć więcej.

image

image

Trzeci dzień to dla mnie zdrowotna udręka. Choroba morska się odezwała, więc z wietnamskiego  śniadanka pozostał mi jedynie zapach.  Czas się jednak zebrać i ruszyć na małą plażę, skąd trzeba wejść po schodach do punktu widokowego na zatokę Ha Long Bay. Niesamowity krajobraz, uwierzcie! A czy już Wam mówiłam, że Wietnam jest dla mnie dotychczas najpiękniejszym krajem?? Nie? To już wiecie! Jeszcze nie raz nas zaskoczył, o czym się wkrótce  przekonacie.

image

Wietnam zaskoczyć też potrafi kulinarnie. To tutaj, na Ha Long uczyliśmy się tworzyć sajgonki. Kurs gotowania na statku – strzał w dziesiątkę! Do teraz korzystamy z wietnamskiego przepisu,  serwując naszym gościom sajgonki. Postaram się niedługo wstawić przepis, może i Wy zakochacie się w smaku Azji 🙂

image

Tymczasem jeszcze kilka zdjęć Ha Long..

image

image

image

Informacje praktyczne:

– trzydniowy rejs statkiem włącznie z całodniowym wyżywieniem i innymi atrakcjami wyniósł nas ok.200$/os. Drogo, ale było warto. Wycieczkę mieliśmy poleconą i załatwioną przez pewnego Niemca, który organizował nam także skutery, ale w Hanoi w każdej agencji turystycznej, można zorganizować taką wyprawę.

PO DWUDZIESTE TRZECIE – Jarmarki bożonarodzeniowe

6 grudzień – za oknem śnieg, Mikołaj w butach zostawił prezenty, w radiu słychać świąteczne piosenki, a w telewizji są już za nami dwie części Kevina. Sezon świąteczny w pełni. A Wam z czym kojarzy się ta aura i atmosfera? Mi z piernikami, które są niezbędnym elementem jarmarków bożonarodzeniowych. A co Wy o nich sądzicie? Kicz, tandeta? A może jakaś magia? Dla mnie to też światełka,lampki, szopki, grzane wino i wspomniane pierniki.

image

W polskich miastach zwyczaj ten dopiero powstaje, a za naszą zachodnią granicą jest to wręcz tradycja i obowiązek. W tym roku jeszcze nigdzie nie byliśmy, ale w poprzednim początek grudnia spędziliśmy na jarmarku w Warszawie, a końcówkę roku w Berlinie. Nie potrafię powiedzieć gdzie lepiej. Na pewno inaczej. Berlin jest cały rozświetlony, przyozdobiony ozdobami świątecznymi. Na jarmarkach unosi się zapach lokalnych specjałów kulinarnych, grzanego wina. Tam gdzie jest weihnachtsmarkt, tam są też inne atrakcje rozrywkowe, np. lunaparki.

image

image

image

Zeszłoroczna wizyta w polskiej stolicy zbiegła się z zapaleniem lampek na choince na pl. Zamkowym. Szczerze to się zdziwiliśmy, że było tak po „europejsku” 🙂 Były pierniki, były grzańce, świąteczne ozdoby i smakołyki. Tylko sprzedawcy pierników jacyś tacy mało polscy – zza wschodniej granicy.

image

image

imageFot. Kasia i Łukasz

Już chcę Święta! A Wy?